Logowanie



 
 
 
z dziennika duchowego – SYNOWIE ŚWIATA I ŚWIATŁA PDF Drukuj Email
sobota, 15 listopada 2014 13:44

Przypowieść o nieuczciwym rządcy

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: „Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą”. Na to rządca rzekł sam do siebie: „Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu”. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: „Ile jesteś winien mojemu panu?” Ten odpowiedział: „Sto beczek oliwy”. On mu rzekł: „Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz pięćdziesiąt”. Następnie pytał drugiego: „A ty ile jesteś winien?” Ten odrzekł: „Sto korców pszenicy”. Mówi mu: „Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt”.

Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła». Łk 16, 1-8

Historia jakich wiele. Nieuczciwy rządca. Powierzono mu majątek, miał go pomnażać i pewnie się nawet starał, ale mu nie wyszło. Może przy okazji pomnażał własny, prywatny, ponad to co mu wyznaczono? Tak by sugerował tytuł przypowieści "o nieuczciwym rządcy". Jednak tytuł ten pochodzi od tłumacza i wynika bardziej z tego co będzie później. Gdyż nasz bohater po prostu był rządcą nieudolnym. Czego się dotknął, przynosiło straty. Tak raczej było, bo napisano o nim, że " trwoni powierzony majątek". Gdyby żył nawet jak król, ale powierzone dobra, mimo swej rozrzutności pomnażał, właściciel przymknąłby oko na ponoszone koszty. Właściciel był bardzo pragmatyczny, czego dowiódł nieco później.

Na razie konkretne zarzuty wobec rządcy to jedynie: nieporadność biznesowa, pewnie zarzut szastania cudzym dobrem, życia ponad stan, bez dbałości o interes właściciela. Wydatki naszego ekonomisty najprościej w świecie nie pokrywane były przez przychody.

Coś musiało być na rzeczy, skoro bohater się przestraszył. Wiedział, że się nie obroni.

Czyli raczej póki co chodzi właśnie - ale zarazem zaledwie - o marnotrawstwo.

I co dalej się dzieje?

Rządca rozważa różne scenariusze. Na rządcę już go nikt nie weźmie. Praca fizyczna odpada. Żebractwo nie nęci, a jeszcze wymagałoby pokory. Rodzi się rozwiązanie ostateczne: pozyskać sobie dłużników, kosztem właściciela. Dochodzi do poważnych malwersacji, a także do poświadczenia nieprawdy. Właściciel się jakoś o tych nieprawidłowościach dowiaduje, ale zamiast rządcę posłać - jak byśmy się spodziewali - do lochu, chwali go! Taka pochwała ze strony możnowładcy z reguły nie jest pusta. Osobiście przypuszczam, że gdyby Pan Jezus kontynuował swą opowieść, dowiedzielibyśmy się, że właściciel wziął rządcę do swoich interesów. Nie nadał się na zarządcę, ale na kombinatora czemu nie? Doradcę - jak wywinąć się od podatków, zobowiązań umownych, jak korzystnie zinterpretować ustalenia? W interesach, zwłaszcza niezbyt czystych, może być taka osoba bardzo przydatna.

Ale tu kończy się opowieść naszego Zbawiciela i pojawia się podsumowanie:

Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła.

Każda przypowieść powstała, by nas o czymś pouczyć. Pouczenie wypływa z całej treści i najczęściej podawane jest na końcu opowiadania. Tutaj pouczeniem są wyżej przytoczone słowa.

Przypowieść ta jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych spośród tych, jakie zostawili nam ewangeliści. Ale jak mam nadzieję, zaraz się przekonamy, niesłusznie. Pierwsze wrażenie faktycznie, może sprawiać wątpliwości. Pan Jezus pochwala nieuczciwość i krętactwa? Jeśli kiedykolwiek mieliście takie właśnie wrażenie, to spieszę uspokoić: nie.

Zauważmy po pierwsze, że to nie Pan Jezus pochwalił krętacza, ale "pan" z przypowieści, czyli właściciel.

Po drugie, zauważmy, Pan Jezus nie mówi, że synowie tego świata są roztropniejsi ogólnie, ale są roztropniejsi w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie. Faktycznie, gdy wchodzimy do jakiegoś środowiska, łatwo zauważyć, że rządzi się ono swoimi zasadami, ma swój meta-język, wszyscy się rozumieją, tylko osoby z zewnątrz mniej. Tak samo jest z "synami tego świata". Synowie z "innego świata" nie czują się dobrze i nie rozumieją "synów tego świata". W szczególności "synowie światła" nie czują się dobrze z “synami tego świata”. Nie lubią gadać ciągle o pieniądzach, nie lubią grubiaństw, wulgarnych dowcipów, obmyślać jak wydać pieniądze ani jak je w dużych ilościach zarabiać, albo kto z kim się przespał. I odwrotnie. Synów "tego świata" zupełnie nie interesują choćby misje czy jakiś dialog ekumeniczny. Zacząłbyś taką rozmowę, to byś został uznany w najlepszym razie za kosmitę.

Za to gdy spotykamy się z "synami światła", zaraz się dogadamy. Z jakiego ruchu, wspólnoty, jakie problemy, a myśmy już to przechodzili, a dzieci, a kłopoty wychowawcze, samo życie. I dalej o doświadczeniach: wspólnotowych, życiowych, duchowych, finansowych. I nikt się nie pokłóci, a raczej będziemy mieli wrażenie, jakbyśmy znali się od dawna. Bo jesteśmy przecież faktycznymi braćmi, synami Jednego Ojca. Ileż takich spotkań już przeżyłem - w pociągu, na konferencjach, za granicą, na imprezach czy przy okazji jakiegoś spotkania w kościele.

Po trzecie, pojawia się nieco niepokojąca opinia, że "synowie światła są mniej roztropni od synów tego świata". Co prawda, jak wcześniej wspomnieliśmy, można odnieść wrażenie, że chodzi głównie o roztropność odnoszącą się do spraw światowych. Ale trochę martwiłoby, gdyby "roztropność" była ogólnie domeną ludzi niewierzących, a wierzących to już niekoniecznie. Nawet gdyby miała dotyczyć tylko spraw tego świata. A tak zrozumieć to zdanie Pana Jezusa też można. Istnieje nawet taki stereotyp: chrześcijan - człowiek niezaradny, mający jakieś słabości, niezrealizowane potrzeby, stąd jego tęsknota za Bogiem, nadzieja na rekompensatę po śmierci, i takie udawanie, że jestem niby szczęśliwy, choć każdy widzi, że jestem słaby, ubogi i na tle innych nie daję rady. Pytanie, czy należy patrzeć w ten sposób i czy Pan Jezus mógł mieć to na myśli? Coś tu może być na rzeczy, bo i św. Paweł zauważał: przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców... (1Kor 1,26-27)

Czyli wśród "dzieci światłości" niewielu było mądrych i niewielu wykształconych. I "świat" to widział. Niemniej nie można powiedzieć, by zjawisko to było pochwalane! Paweł jedynie stwierdza fakt.

Gdyż roztropność jest cechą jednoznacznie pozytywną, cenną, chwaloną w Piśmie Świętym i w Kościele. Nawet nie warto przytaczać licznych fragmentów. Wspomnę tylko - bo to chyba wszyscy znają - przypowieść o pannach roztropnych i głupich...

Czyli do roztropności powinniśmy dążyć. Ale może chodzi o roztropność innego rodzaju niż światowa? Przecież "roztropność" nieuczciwego rządcy budzi raczej odrazę, a "roztropność" właściciela poważne wątpliwości. Uprzejmie dziękujemy za roztropność... w czynieniu fałszerstw i robieniu podejrzanych interesów! A ludzie światowi inaczej mogliby ocenić takie propozycje. Znam takich, których życiowym celem jest zarobić duże pieniądze i to nieważne w jaki sposób! Obmyślają tacy jak oszukać na VAT, jak zrobić kogoś w balona, nie zapłacić komuś należności, zbudować piramidę finansową itp. A jeśli ktoś wyrazi wątpliwości czy to moralne, to skwitują jakimś farmazonem np. "w jakim świecie żyjesz" (w tym rozróżnieniu akurat dużo prawdy, w zasadzie tkwi tu sedno sprawy) , a jeśli sprawa dotyczy osoby trzeciej, to wyrażą podziw i niemałą dozę zazdrości: "ale przynajmniej się dorobił..."

A "synowie światła" nie tylko by nie wymyślili najrozmaitszych oszukańczych cudeniek, na jakie pozwala inwencja "synów tego świata", ale nawet by nie pomyśleli, by o tym pomyśleć! No chyba, że w czyimś sercu ciągle żyje tzw. stary człowiek, który podsuwa swoje patenty na życie.

A co jest zdaniem naszego Pana roztropniejsze? Myślę, że aby upewnić się co do odpowiedzi, wystarczy wsłuchać się w Jego opinię wyrażoną w innym miejscu: Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mt 16,26) Zauważmy przy okazji, że Pan Jezus przedstawia tu swoisty rachunek ekonomiczny, gdzie ekonomia ziemska splata się z ekonomią niebieską!

Gdyby tego było mało, spójrzmy na Niego, na Ukrzyżowanego. Stracił wszystko. Ale też Zmartwychwstałego i Uwielbionego! Otrzymał wszystko!

A zatem roztropności, wiedzy i rozumnego działania nie zaniedbujmy. Zarówno w obszarze duchowym jak ziemskim.

Bądźmy też ostrożni wobec ludzi, szczególnie światowych, bo działający w nich duch tego świata, duch chciwości, może nas wciągnąć i wykorzystać. Ze szkodą dla naszego portfela, i ze szkodą dla naszej duszy. Każdy kto został oszukany, kto stracił pieniądze, wie jak to boli i jak ciężko wrócić do pokoju ducha.

I można by tu zakończyć te rozważania, gdyby nie to, że jak się wydaje, istnieje jeszcze jedna interpretacja tej niezwykłej przypowieści. Bardziej duchowa. Chodzi o PRZEBACZENIE.

Otóż jeśli mamy żal do kogoś, kto nas skrzywdził, mamy trudność z pogodzeniem się z tym. To normalne. Wiemy, że powinniśmy przebaczyć, ale nasze wnętrze buntuje się. Przypowieść o nieuczciwym rządcy zachęca nas jednak do przebaczenia właśnie. Przecież wszyscy jesteśmy grzesznikami. Wszyscy mamy coś za uszami, jakiś dług wobec Jedynego Sprawiedliwego. Jeśli przebaczymy, odpuszczamy ten dług. Jeśli przebaczymy, skreślamy zapis dłużny, a dana osoba staje się wolna od naszego oskarżenia. Pan Jezus przez tę przypowieść zachęca nas, byśmy poodpuszczali innym - ile tylko damy radę. Wtedy nasz "Pan" także i nas nie odrzuci, ale przyjmie do siebie.

Wreszcie, wystarczy spojrzeć na kolejny werset, zwykle już przez tłumaczy oddzielany od naszej przypowieści, ale przecież sprawiający wrażenie, jakby to on był dopiero jej zwieńczeniem:  Ja też wam powiadam: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy /wszystko/ się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Łk 16,9 

Aha, więc można spojrzeć na jeszcze jeden sposób: by zasłużyć sobie wieczność warto być hojnym, ofiarnym, oddawać innym wiele i nie kłócić się o głupie pieniądze. Lepiej by nas mamona nie różniła z kimkolwiek, ale by nas do innych zbliżała. Co jest możliwe, gdy z pieniędzy, jakie Bóg nam daje, czynimy dobry użytek. Ale sam wiem, jak bywa to trudne...

Na koniec przeczytajmy to jeszcze raz, jako ostrzeżenie przed “synami tego świata” oraz zachętę, by być “synami światła”:

Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła.

Oraz jako zachętę do dobrego używania pieniędzy:

Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną.

A co do zachęty do przebaczania innym, to zapraszam do przeczytania całej przypowieści już samemu.

Wojciech Kotas, listopad 2014

 

Komentarze 

 
0 #1 Wojtek Kotas 2014-11-15 13:29
Nowy tekst w dziale OPINIE - "SYNOWIE ŚWIATA I ŚWIATŁA"