Logowanie



 
 
 
z dziennika duchowego – ZBYTNIE WYBIEGANIE NAPRZÓD PDF Drukuj Email
czwartek, 08 stycznia 2015 13:44

A teraz proszę, abyśmy się wzajemnie miłowali. Miłość zaś polega na tym, abyśmy postępowali według Jego przykazań. Wielu bowiem pojawiło się na świecie zwodzicieli, którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele ludzkim. Uważajcie na siebie, abyście nie utracili tego, coście zdobyli pracą, lecz żebyście otrzymali pełną zapłatę. Każdy, kto wybiega zbytnio naprzód, a nie trwa w nauce [Chrystusa], ten nie ma Boga. Kto trwa w nauce [Chrystusa], ten ma i Ojca, i Syna. (na podst. 2 J 1, 4-9)


Drodzy, pozwólcie, że w celu rozważenia tego przebogatego tekstu podzielę go na jego składowe fragmenty.


Wielu bowiem pojawiło się na świecie zwodzicieli, którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele ludzkim.

Żyjemy w świecie będącym w stanie ukrytej wojny. Mówi się wprawdzie "pokój, pokój" przy każdej okazji, a w imię pokoju nawet prowadzi się wojny, ale w rzeczywistości na wszystkich frontach trwa jakaś walka. Jej rozmiar, charakter i wymiar zależą od obszaru i  wybranej broni.
Prowadzenie walki nie jest domeną ludzi złych czy agresywnych. Bywa, że najbardziej pokojowe osoby zmuszone są, albo zostają powołane do walki. Nawet Jezus, nasz Zbawiciel, Książę Pokoju, aby ten pokój nam dać, musiał "przynieść ogień na ziemię" oraz "pokonać władcę tego świata". Czyli ten pokój dla nas wywalczyć.

Rywalizacja dotyka wielu przestrzeni: od biologicznej walki gatunków o byt, przez osobiste dążenie do sukcesu, często mierzonego względem sukcesu innych, a także w postaci rywalizacji idei, dyskursu, czyja "prawda" jest "prawdziwsza". I wiele innych. Można oczywiście unikać walki, odmówić, rzucić broń, przejść na stronę przeciwnika, schować głowę pod kołdrą... ale to nie zmieni faktu, że walka wokół będzie trwała nadal. Choćby spór o Prawdę. Nie tylko o to, jaka jest Prawda, ale czy jakiekolwiek "prawdy" w ogóle istnieją. To także jeden z frontów na którym aktualnie toczy się walka.

A te "prawdy" mogą być bardzo podstawowe, a i tak są podważane. Gdy pisane były przez Apostoła Jana słowa będące inspiracją naszego rozważania, jeszcze przecież żyli ci, którzy pamiętali Jezusa, osobiście się z Nim spotkali, widzieli Jego ślady na piasku, Jego pot, Jego łzy, Jego Krew, a już głośno stało się od opinii, że to jednak żaden człowiek nie był, ale jakiś duch, medium czy heros pozbawiony zwykłego ludzkiego ciała. I zaraz jedni zaczęli słuchać tych rewelacji, a inni musieli z nimi walczyć, przekonywać, że Jezus został zrodzony, z Maryi, i że miał ciało jak wszyscy.
Wokół tego rozwija się walka idei, której konsekwencje są olbrzymie. Bo jeśli Jezus nie przyszedł w ciele, to okazuje się, że Jezus jest jakby z innej planety. Jego nauczanie nie jest zatem dostępne w praktyce zwykłemu człowiekowi. Można je więc uznać lub nie uznać, jak chcemy. Na przykład podważyć jako zbyt wymagające. Bo to taka teoria tylko była. A może Jezusa historycznego w ogóle nie było? "Bóg Bogiem, a żyć przecież jakoś trzeba" - odtąd mawiają niektórzy.

Wielu  zwodzicieli - ta nauka o nierealności Chrystusa jest podstępna, jest przekonująca, ma swoją argumentację i swoje racje. Zdolna jest uwieść umysły i serca. Ale zarazem jest zwodząca, nie jest czysta, nie opiera się wyłącznie na prawdzie, ale miesza prawdę z bzdurami (podstawowa zasada logiki twierdzi, że z prawdy może wynikać tylko prawda, zaś z fałszu zarówno fałsz jak i prawda; dlatego zwodziciele znajdują posłuch - gdyż ich tezy fałszywe otoczone są mnóstwem prawdy i pięknie brzmiących frazesów).

W dodatku takich zwodzicieli jest wielu. To nie są wyjątki. Żyjemy dziś w świecie, gdzie ich wpływy są znaczące, w niektórych kręgach przemożne. Już pisaliśmy o walce wielowymiarowej i powszechnej. Św. Jan nie wymyśla tu zagrożeń, nie przesadnie dramatyzuje, ale obserwuje, realnie ocenia. Bo tak wtedy jak dziś zwodzicieli jest faktycznie wielu i skutecznie pociągają za sobą wielu, a ci następnych wielu. Wiodą swych słuchaczy, wciągają w zawiłości, trudności, mielizny. Na tym polega zwodzenie. Jak pływak uwięziony w wodorostach, taka zwiedziona osoba jest spętana, nie potrafi spojrzeć z góry, dostrzec realnej, pełnej, Bożej perspektywy. Jak małżonek skłócony z żoną nie potrafi już dostrzegać jej piękna. Osobie zwiedzionej wszystko zaczyna się mieszać i wydaje się inne niż w rzeczywistości.

No dobrze, ale jaką wobec tego wszystkiego my powinniśmy przyjąć postawę? Jaka jest droga, by trwać przy prawdzie? Co stanowi remedium na otaczające nas zwodzenie? Odnajdźmy odpowiedź w pozostałych słowach tego samego listu:

A teraz proszę, abyśmy się wzajemnie miłowali. Uważajcie na siebie, abyście nie utracili tego, coście zdobyli pracą, lecz żebyście otrzymali pełną zapłatę. Każdy, kto wybiega zbytnio naprzód, a nie trwa w nauce Chrystusa, ten nie ma Boga.

Pozwólcie, że wypiszę po kolei te zalecenia Apostoła, lekarstwa na zwodzenie świata. Lista z pewnością nie jest wyczerpana, ale sądzę, zastosowanie tylko tych zasad uleczyłoby dostatecznie naszą duszę.

Wzajemna miłość. Nie miłość własna, ale do drugiej osoby. Do członka rodziny. Do brata czy siostry we wspólnocie. Do niemiłego brata, do trudnej siostry. Znoszenie jej pomimo trudności. Miłowanie jej z powodu trudności (takie mistrzostwo w miłowaniu).
Ale też miłość odbierana od innych. Nikt z nas nie jest Tytanem o niewyczerpanych rezerwuarach miłości. Każdy ma ograniczoną wytrzymałość, każdy potrzebuje wzmocnienia. Nawet ktoś uwijający się wokół posługi, nawet ktoś z pozoru bardzo silny. Każdy potrzebuje miłości od innych. Dlatego Duch Święty ręką apostoła Jana przy zaleceniu byśmy się miłowali, używa słowa "wzajemnie". To ważne!


Uważajcie na siebie. Czyli: bądźcie uważni. Zauważajcie. Badajcie. Obserwujcie. Najpierw baczcie na samego siebie. Ale także innych miejcie w uwadze, w poważaniu. Znowu więc Apostoł pisze o delikatności i trosce o innych...

Abyście nie utracili tego, coście zdobyli pracą, lecz żebyście otrzymali pełną zapłatę. Istnieje ryzyko. Walka toczy się o wiele. Owoce naszych wieloletnich wysiłków mogą zniknąć. Nasza praca, nasz pot i łzy mogą pójść na marne. Nasze małżeństwo. Nasza wspólnota.

Każdy, kto wybiega zbytnio naprzód, a nie trwa w nauce Chrystusa, ten nie ma Boga. Surowe wydają się być te słowa. Przyjmijmy jednak, że "nie ma Boga" oznacza że ktoś jest w błędzie, że się myli. Niekoniecznie, że jest od razu trwale potępiony, że Niebo jest dla niego zamknięte. A więc "nie ma Boga" to "rozmija się z Bogiem, z Jego zamysłem". Ale nawet przy takim łagodnym rozumieniu tych słów, ciągle są one poważnym ostrzeżeniem. Widocznie jest powód, by ostrzegać. Jaki to powód? Jest nim nie tylko skutek, czyli odłączenie od Bożej prawdy, ale także sama przyczyna, której się przyjrzyjmy nieco bliżej.


Wybieganie zbytnio naprzód, a nie trwanie w nauce Chrystusa. Cóż to? Co to ma być? Zakaz marzenia? Zakaz gorliwości? Bycia z przodu, bycia wzorem dla innych? Zakaz dążenia do doskonałości? Nie, wszyscy czujemy, że rozumielibyśmy te słowa błędnie. Kluczem zrozumienia jest wyraz "zbytnio".

Otóż istnieją rodzaje gorliwości, które nie budzą entuzjazmu. To wydaje mi się przede wszystkim gorliwość na pokaz oraz gorliwość akcyjna. Pierwsza służy nie zaspokojeniu potrzeb Ciała Chrystusa, lecz osiągnięciu osobistej korzyści. Ktoś będzie bardzo aktywny, ale w miejscu i w taki sposób, by zostać dostrzeżony, pochwalony. Drugi rodzaj niedoskonałej gorliwości polega na niestałości. Ktoś się zapala do pomysłu, ale szybko rezygnuje. Odpuszcza, gdy tylko pojawią się trudności, albo gdy rzeczywistość okaże się mniej przyjemna, czy po prostu bardziej wymagająca od oczekiwań. Jest zapał - działam. Jest rzeczywistość - wzruszam ramionami i odpuszczam, porzucam swe stanowisko. "Jak kto chce, niech robi, ja mam dość. Wybiegłem zbytnio naprzód, a teraz wracam do szeregu." Bardzo często do tylnego szeregu, czasami w ogóle poza wspólne szeregi, a nierzadko pociągając ze sobą jeszcze grupkę innych zniechęconych. Już nie pamięta taka osoba, ile wspaniałych wizji snuła, jak o nich opowiadała, jak wszystkich ponaglała, czasami nawet w przykry dla innych sposób, wyrzucając im opieszałość i brak gorliwości. A może pamięta, tylko myśli sobie "Tyle włożyłem zapału, tyle mówiłem... A oni nic."

 

Można jeszcze odnaleźć inną interpretację tego "wybiegania". To działanie motywowane rywalizacją z innymi. Pokazywanie, że jestem lepszy od innych. Takie działanie także nie wróży niczego dobrego.


W kontraście do tego zbytniego wybiegania, apostoł zaleca "trwanie w nauce Chrystusa". Pozwólcie, że nie rozwinę tutaj tego sformułowania. Wydaje się bowiem, że uczciwe rozwinięcie "nauki Chrystusa" wymagałoby wskazania na całe Pismo Święte i całą wielowiekową naukę Kościoła. Za to podkreślę mocno tylko jedno słowo: trwanie. Z którym to słowem wszystkich wytrwałych Czytelników tego przydługiego trochę tekstu pozostawię.

Ale kiedyś mam nadzieję, wrócimy do głębszego rozważenia co to znaczy "trwać" przy Chrystusie. Gdyż trwanie wydaje się być niezmiernie istotnym punktem nauki naszego Pana i Zbawiciela.

Wojciech Kotas, styczeń 2015

 

Komentarze 

 
+1 #1 Wojtek Kotas 2015-01-09 11:46
ZBYTNIE WYBIEGANIE NAPRZÓD w dziale OPINIE